niedziela, 6 lutego 2011

Mój kawałek, czyli pierwszy rozdział ksiażki.

Piszę książki. Starałam się dokończyć choć jedną, ale z dotychczasowej tak łatwo nie zrezygnuję. Chciałabym się z Wami podzielić ,,kawaleniątkiem" tego mojego nowego dzieła. Może kiedyś, kupicie całą, dokończoną opowieść napisaną przeze mnie ?
Wiem, to jest długie, ale warto ! Piszcie co o tym sądzicie. Mam też drugi rozdział, ale nad nim pracuję. Jeśli chcecie, mogę wstawić kolejny już za niedługo. 





Rozdział piewrszy - Pani Ragierowa i wydarzenie w sklepie

      Ulice Pykowa wyglądały pięknie. Szczególnie w ten rześki poranek, kiedy to Julia miała iść do sklepu. Szczerze powiedziawszy, nie lubiła tego robić. Pani Ragierowa, nie dażyła dzieci wielkim promieniem uwielbienia . Za każdym razem, gdy którekolwiek przyszło, ta była niemiła i do kolejki wpuszczała ich na końcu, mówiąc że nogi młodszych postoją dłużej od tych, które już wcale tak krótko po świecie nie chodzą. 
Julia, idąc wąską ścieżką wiodącą do sklepu pani Ragierowej, podziwiała wszytskie atuty przyrody. Każdy krok, przybliżał ją do nie ciekawej włąścicielki sklepu. Lecz teraz, nie rozmyślała już o niej, bo zajęła się oglądaniem duzego mrowiska mrówek, który był tuż przy drodze. Zwierzęta te, nosiły maleńkie kamyczki i uszczelniały niedobory ziemi, by ich dom był szczelny i trwały. Niektóre z nich, wspólnie z innymi robotnicami nosiły żuki, muchy lub inne owady uzupełniając zbiory na zimę. Julka bardzo lubiła i podziwiała przyrodę, ale w szkole nie szło jej najlepiej. Tam, nauczyciele nie robili z uczniami żadnych doświadczeń, a jeżeli one były, to tylko jako dokument w telewizorze. Nie tylko to przyczyniało się do tego, ze Julia dostawała czwórki i trójki zamiast piątek. W szkole nie rozmyślali o mrówkach czy motyach, tylko o gwiazdach i warzywach. A jeżeli lekcja była o tym co interesowało Julkę, zazwyczaj pani nie opowiadała o tym za wiele. Zadawała tylko zadania domowe i referaty, których i tak potem nie sprawdzała. 
Tak czy tak, Julia wciąż oglądała mrówki. Ale niestety, trzeba było kontynuować podróż do sklepu, bo musi przecież wróćić do domu o normalnej porze ... A więc ruszyła dalej, w stronę pagórka, za którym znajdował się sklep. 
Nareszcie Julia dotarła na miejsce, lecz nie była najszczęśliwsza. Nie dość, że właśnie miała wejść do budynku w którym spotka panią Ragierową, to jeszcze wlazła w kałużę i całe trampki przemokły. Cóż, mówi się trudno. Dziewczyna weszła na schody, otworzyła drzwi i przy ladzie zobaczyła ekspedientkę. 
- Dzień dobry ... - po cichu zamruczała Julka, poczym zawędrowała w stronę chłodni. 
- Powitać się nie łaska ?- po kilku minutach kobieta nie wytrzymała - Cóż za wychowanie, by ze starszą kobietą się nie przywitać, cóż za dziecko ...Młodsze pokolenie, a takie dziwne ! 
- Ale proszę pani, to nie jest tak jak pani myśli. Widocznie pani nie usłyszała jak powiedziałam pani dzień dobry. 
- Jak tam chcesz - powiedziała z pogardą sklepikarka - ja i tak ci nie uwierzę, bo słuch dobry jeszcze mam, liczę na to że sie jeszcze poprawisz i przywitasz kiedykolwiek.
Julka całkowicie nie wiedziała co powiedzieć. Sama dobrze wiedziała, że przywitała się, może i cicho ale skoro Ragierowa sądzi że dobrze słyszy to i to usłyszeć powinna. Widocznie się myli. Dziewczyna nie wiedziała co robić - czuła, że chce się śmiać z omylnego zmysłu kobiety, ale była też niezadowolona z tego, że ktoś zwraca jej uwagę w towarzystwie dwóch klientów. Ale pani Barbara i pan Pawlik na pewno usłyszeli powitanie i pewnie też czuli żal do starszej kobiety. No ale co ! Trzeba żyć teraźniejszością i ominąć wielkim krokiem to, co nieprzyjemne. 
Do kosza Julki wpadło już wszytsko, co musiała kupić. Ale niestety klientów przybyło, więc mogła pogodzić się  z tym, że pani Ragierowa wpusci ją na końcu. Co tu zrobić ? Dziewczyna nie chce spędzić w sklepie kolejnych dwudziestu minut, aby kupić towar. Cwana główka Julki wymyśliła już sposób na to, aby zostać wpuszczona jako pierwsza. 
Będąc już przy kolejce, wyliczyła dwunastu klientów, z czego ośmiu miało na prawdę dużo rzeczy w koszyku. Powolność ekspedientki nie znała końca, więc czekać na pewno trzeba będzie dłużej. 
- Yyy, proszę pani ... Bo ja się bardzo spieszę, a stoję na końcu. Chcę kupić jedynie cztery rzeczy, bardzo proszę o wyrozumiałość ... 
- Pewnie znowu biegniesz do Patrykowskich do tej ich córki ? Ja ci tak łatwo nie uwierzę - pani Ragierowa na prawdę była niedowiarkiem i prawie każdemu dziecku nie chciała uwierzyć.
- Wcale nie ! - oburzenie Julki było zbyt wielkie, aby nie przeprosić za wynisłość - przepraszam. Ja się bardzo spieszę do domu, mama sie źle czuje, potrzebuje tych rzeczy które kupuję, by co wsadzic do gara. No proszę pani, błagam . Mamcia zła będzie że braciszek będzie musiał czekać na obiad.
- Że twoja mama jest chora, uwierzyć mogę. Małgośka bardzo często choruje. No to dla niej, mogę cię wpuścić do kolejki, mam nadzieję że klienci źli nie będą ! - sklepikarka uwierzyła w to, co mówi Julka.
- Dziewczyna chce matce pomóc, ja się zgadzam ! - pani Barbara sie zgodziła a wspólnei z nią reszta sklepu.
Julka przedostała się przez tuzin ludzi, zapłaciła za towar i podziękowała. Przechodząc obok dotychczasowego ostatniego klienta, do sklepu weszła mama Julki. Córce serce stanęło w gardle, a wszystkie mięśnie skurczyły się do granic możliwości. 
- M-m-ma ... Mama ?
- Co ty tu jeszcze robisz ? Idę dziś do pani Pauliny i się spieszę z obiadem, wiesz ze ta wizyta jest dla mnie ważna. 
- Małgosiu ma droga - z czułością powiedziała do matki ekspedientka - tyś chora i z domu wychodzisz ? To straszne, przecież możesz leżeć pod kołudrą i spać, byś wyzdrowiała a ty masz zamiar po mieście łazić do znajomych ? 
- Ja ? Chora ? Zdrowa jak ryba jestem, skąd taki pomysł, ze niezdrowa jestem ?
Julce odięło mowę, poczuła się strasznie pod ciężkim, złym i oburzonym wzrokiem pani Ragierowej. Klienci też nie wiedzieli co mówić, w końcu wiedzieli już, że dziewczyna okłamała sklepikarkę. 
- Twa córa przedostała się przez kolejkę mówiąc, żeś chora i spieszy się do ciebie byś co do gara miała włożyć, by Tomeczek czekać nie musiał. Że jesteś chora ! - oburzona Ragierowa wyszła zza lady, chwyciła oszukańca za kaptur i patrzała na nią z ogromem w oczach, jakby co zrobić jej chciała. 
- Jak to ? Julcia, czy to prawda ? 
- Ale mamo, nie wiesz jak to jest ... Nie chciałabym tego mówić przy wszytskich, bo ktoś nie czuł by się komfortowo słysząc takie rzeczy .
- Czyli to prawda ! Wyjaśnisz mi wszytsko w domu. Nie wolno kłamać !
Mama przeprosiła sprzedawczynię i razem z córką wspólnie wróciły do domu. Po drodze rozmawiały o wszytskim, ale Jula nie mogła wyjaśnić tego, co się stało. Nie chciała drugi raz denerowoać mamy tym, co sądzi o kobiecie w sklepie w którym przed chwilą były. Więc dziewczyna nie miała lekko tłumacząc się mamie, no drugi raz nie chciała kłamać. Zdecydowała po prostu nic nie mówić o pani Ragierowej. 
- No to już chyba rozumiesz, długo rozmawiałyśmy . Nie mozesz kłamać, wiesz jak pewnie teraz się ze mnie śmieją w tym sklepie ? 
- Chyba ze mnie ... Ja skłamałam, nie ty.
- Ale kochanie przecież ja cię wychowałam, z tatą, więc ... Rozumiesz, prawda ?
- No niby tak ... - Julka przyznała mamie prawdę i weszła do swojego pokoju.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

ANETKO BARDZO FAJNE I CIEKAWE... MI SIĘ BARDZO PODOBA CZEKAM NA WIĘCEJ... (Justyna....)